poniedziałek, 27 października 2014

Moneta jako INWESTYCJA? - nie bójmy się tego słowa

W ostatnią sobotę 25 października 2014 roku w Warszawie odbyła się 6. aukcja numizmatyczna Antykwariatu Numizmatycznego Michała Niemczyka. Wydarzenie poświęcone było tragicznie zmarłemu w lipcu br Pawłowi Niemczykowi. "Pod młotek" poszło 382 przedmioty, spośród których znacząca większość została sprzedana. Łączna wartość wszystkich sprzedanych przedmiotów to kwota 7 380 816 zł ... a więc niemało. Nie będę się tu specjalnie rozpisywał o samej aukcji (zainteresowanych odsyłam TUTAJ). Potraktuję ją raczej jako przyczynek do tematu dotyczącego numizmatyki jako formy lokaty kapitału. 

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że połączenie słów "numizmatyka + inwestycja" na wielu działa jak płachta na byka. Ale przypadkiem czy to nie pozory? Nie jest przecież tajemnicą, że w ostatnich latach polski rynek monet historycznych w dużej mierze rozwija się tylko i wyłącznie dzięki osobom z zasobniejszym portfelem, które monetę traktują jako formę dywersyfikacji swojego portfela inwestycyjnego. Owszem wśród nich znajdują się również bogaci pasjonaci, którzy na pierwszym miejscu stawiają walor kolekcjonerski, ale i u nich gdzieś z tyłu głowy jest słowo "inwestycja". 

Ja osobiście nie widzę w tym zjawisku absolutnie nic złego. Wprawdzie nigdy nie miałem, ale hipotetycznie gdybym miał np. 100 000 zł wolnych środków to zapewniam Was, że 100 razy bardziej wolałbym je "zamrozić" na pewien okres czasu w 4-5 wartościowych numizmatach aniżeli wpłacić na lokatę do banku, gdzie oprocentowanie ledwo co pokrywa roczną inflację. 

Żeby polski rynek numizmatyczny mógł się rozwijać tak dynamicznie jak podobne rynki innych krajów, konieczne jest ściągnięcie nie tylko nowych kolekcjonerów / pasjonatów, ale również a może przede wszystkim nowych inwestorów z zasobniejszym portfelem, które "wkładając" nowe środki w rynek numizmatyczny przyczynią się do jego rozwoju.... w innym wypadku za parę lat będziemy tworzyli typowe "towarzystwo wzajemnej adoracji". 

ps. do tego tematu będę wracał jeszcze niejednokrotnie, bo tym wpisem absolutnie nie wyczerpałem tematu. Spokojnie nie stałem się próbnym "cinkciarzem", aspekt edukacyjny i kolekcjonerski stawiam na pierwszym miejscu (na inwestycję nie mam środków :)). 


6 komentarzy:

  1. Wpis o tyle smutny, że mówi samą prawdę... A słowa smutny używam tu nie z powodu tego, iż coraz więcej osób w numizmatyce to inwestorzy, którzy wykupują ciekawe okazy z myślą o zarobku, a z powodu tego, że niestety ostatnimi czasy rynek numizmatyczny jest napędzany głównie przez te osoby, co w efekcie nieraz uniemożliwia stworzenie unikatowych kolekcji przez pasjonatów z mniej zasobnym portfelem...

    OdpowiedzUsuń
  2. z jednej strony smutna z drugiej nie do końca. Nie oszukujemy się i spójrzmy prawdzie w oczy. Numizmatyków tworzących zbiory z monet o wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych każda (w aspekcie czystko kolekcjonerskim) można w Polsce policzyć na palcach jednej ręki. W każdej dziedzinie kolekcjonerstwa jest tak, że najrzadsze i najcenniejsze przedmioty; czy to moneta, czy obraz etc. przede wszystkim interesują inwestorów. Rynek numizmatyczny jest tak obszerny i szeroki, że starczy moim zdaniem miejsca zarówno dla typowych inwestorów jak i kolekcjonerów.

    Zgodzę się z Tobą, że złą robotę robi czasem niezdrowa spekulacja, ale jeśli w ogóle by jej nie było to rynek numizmatyczny w pewnym momencie stanąłby i przestał się rozwijać.

    Jesteśmy społeczeństwem na dorobku, które dopiero teraz zaczyna być stać na dobra tzw. luksusowe w tym np. na monety i uważam, że z każdym rokiem rynek numizmatyczny będzie coraz bogatszy.

    Jest jeszcze druga strona medalu - tak jak wiele monet jest mocno przeszacowanych pod względem wartości, tak jeszcze więcej jest bardzo niedoszacowanych i to na te w niedalekiej przyszłości skieruje się zainteresowanie inwestorów, kosztem tych których ceny zostały wywindowane do nienormalnych poziomów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Monet naturalnie starczy dla wszystkich, ale... no właśnie, nie mówię tu o egzemplarzach za kilkanaście tysięcy, ale np kilkaset złotych. Zwłaszcza z wybitnych kolekcji. Ostatnio np została rozproszona bardzo dobra kolekcja monet mennicy miejskiej w Poznaniu z ekstremalnie rzadkimi monetami. Trafiła w ręce kilku osób (moje również), z czego tylko część ewidentnie zbiera te monety, a reszta to prawdopodobnie inwestorzy, u których monety te przepadną na długie lata, co prowadzi do pauperyzacji faktycznych kolekcji, które mogłyby być udostępniane innym...
    Dalszym aspektem jest ocena monet przed zakupem. I tu znów posłużę się przykładem z aukcji Grosza dla Prus Południowych- stan na oko II fakt, ale obdarty z patyny do czystej miedzi. Poszedł za 60 zł (podobne stany, tylko, że z patyną są przeważnie do dostania za ok 30-40 zł). Nie przesądzam oczywiście, że to inwestor, ale takie przewartościowanie dzięki czyszczeniu również według mnie zabija rynek, a często w takie "piękne" sztuki wkładają pieniądze właśnie inwestorzy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miał powstać temat o 2 CC. Przegapiłam go czy odpuściłeś sobie ten artykuł?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam, co sądzi Pan o inwestowaniu w wyroby Mennicy Polskiej? Złoto czy nawet srebro wydaje się być całkiem interesującym źródłem drobnego, aczkolwiek stałego dopływu gotówki. Byłby Pan w stanie spojrzeć tam swoim nieco bardziej doświadczonym inwestycyjnie okiem? :) http://inwestycje.mennica.com.pl

    OdpowiedzUsuń